• Wpisów:35
  • Średnio co: 59 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 09:20
  • Licznik odwiedzin:2 786 / 2139 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
OK. Moi drodzy mam problem bo mieszkam w internacie i spodobał mi się kolega ze szkoły muzycznej i nie wiem co robić bo mu się podoba moja współlokatorka. POMOCY!!!!
 

 
Miłość wszystko przezwycięży... Nawet chrapanie...
 

 
"Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć"

- Jonathan Carroll.
 

 
"Jeśli a oz­nacza szczęście, to a = x + y + z; x - to pra­ca, y - roz­rywki, z - umiejętność trzy­mania języ­ka za zębami." - PRAWDA!!

"Nie, ta sztuczka się nie uda... Jak można wytłumaczyć pra­wami che­mii i fi­zyki tak ważny biolo­giczny fe­nomen, ja­kim jest pier­wsza miłość. "


"Prob­le­mem nasze­go wieku nie jest bom­ba ato­mowa, lecz ser­ce ludzkie."
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ja bym tam wybrała Damona, ale to nie moja wina że ona jest taka głupia... chociaż w ostatnich odcinkach bardzo ją polubiłam <3
 

 
Jak tam mikołajki??? U mnie beznadziejnie dostałam 20 mandarynek i 10 kaki
 

 
Nie bede przez jakis czas niczego wystawiac bo bede zajeta w szkole baletowej. Przykro mi no ale jak znam zycie to nikt nie czyta tego co pisze a wiec co mi tam...
 

 
Heh... tak... kto tak zrobi?
 

 
HMMM... Trudny wybór... Która lepsza??
 

 
Internat- KOMPLETNA MASAKRA!!!
Tam się żyć nie da!!! 220 cisza nocna!!



BEZNADZIEJA!
 

 
Dobranoc :-) :-) :-) :-) :-) :-)
 

 
"We always hope that it will be something impossible ... although we know that this thing will never not be true"
Words very wise woman who will always help - Mama.
 

 
KURDE NO...! CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ?!
 

 
Tak. Dzisiaj byłam na przesłuchaniu do szkoly baletowej w Warszawie. Przeszłam! Nawet nie wiecie jak się cieszę. Tylko rodzinę widzieć co dwa tygodnie mnie się nie chce.:-)
 

 
Następnego dnia.
nie mogłam zapomnieć wczorajszego dnia. Co chwile wracałam myślami do Justina. Nie mogłam uwierzyć że poznałam jednego z moich ulubionych wokalistów i że spędziłam z nim czas, który był wspaniały. W głowie odtwarzałam sobie te sceny kiedy wpatrywałam się w Biebera porsche oraz kiedy wpisał mi swój numer telefonu... Właśnie mam jego numer! Wzięłam do ręki telefon i znalazłam w spisie kontaktów "Justin ". Chciałam już dzwonić, ale jeżeli to nie jest jego prawdziwy numer i on po prostu sbie ze mną pogrywa?! Nie chciałam nawet o tym myśleć, dlatego nacisnęłam przycisk "zadzwoń". Ale co ja mu powiem?! Chciałam się rozłączyć ale było już za późno. Usłyszałam Justina.
- Halo?- odezwał się.
- H...hej tu Carly.- odpowiedziałam nie pewnie.
- O tak, siema! Co tam?
Byłam szczęśliwa że moje przypuszczenia okazały się nie prawdziwe, ale byłam także rozkojarzona, bo nie wiedziałam co powiedzieć, więc nabrałam odwagi i powiedziałam to co pierwsze przyszło mi do głowy.
- Chciałam się spytać czy nie chciał byś sie może spotkać?
Było słychać ze Justin się ucieszył.
- Jasne, może za 15 minut w parku?
- Ok. Nie długo będę.
- Dobra to pa.- odłączył się.
Po tej rozmowie poczułam jak serce mi mocno bije oraz poczułam lekkie łaskotanie w brzuchu.
Gdy się ubrałam zeszłam na dół. Przy ubieraniu jednego buta usłyszałam głos mamy.
- Gdzieś się wybierasz?- zapytała.
-ehm... tak. Do parku, no wiesz przewietrzyć się.
Nie powiedziałam mamie o Justinie bo by powiedziała że jak na siedemnastolatkę to mam bardzo bujną wyobraźnię.
- Dobra tylko wróć na obiad.
- nie ma sprawy.- uścisnęłam mamę i zaczęłam dalej ubierać buty, porem narzuciłam na siebie bluzę.- kocham cie!- krzyknęłam wybiegając z domu.
Biegłam do parku 10 minut. Po drodze zdążyłam zrobić sobie dwa postoje, aby kupić sobie pepsi. Gdy już byłam na miejscu. Zobaczyłam mnustwo ludzi. I gdzie ja będę szukać tutaj Justina?! Przecierz tu jest tłum ludzi! Szłam przed siebie wypatrując go. Usłyszałam nagle jak ktoś krzyczy " Wow! Justin to było niesamowite", oraz jak deskorolka ląduje na ziemi. Popatrzyłam w stronę odkąd dochodziły te głosy i zobaczyłam jak Justin upornie próbuje zrobić jakiś trik na desce. Obok niego byli jego przyjaciele. Chciałam do nich podejść, ale się przez chwilę zawachałam. Może udam że ich nie zauważyłam? Ale gdybym tak zrobiła to by wyszło że jestem tchórzem. Uśmiechnełam się lekko i podeszłam płynnym krokiem do nich. Chciałam się już przywitać ale Justin mnie wyprzedził.
- O, Carly już jesteś.- przyciągnął mnie do siebie i przytulił.- poznaj Ushera, Hurrego, Nicka oraz Drewa. Hej, to jest Carly.
Zaczął mnie przedstawiać.
- hej- odpowiedziałam.
- nie wiedziałem że Justin ma dziewczynę- powiedział Usher.
- co? My...wcale...- zaczełam się jąkać.
- nie jesteśmy razem.- dokonczył za mnie Bieber.- dopiero wczoraj się poznaliśmy. Więc jesteś blędzie.
Zrobiłam się cała czerwona jak burak. Czułam się jak na spowiedzi, i Justin chyba to zauważył.
- Wiecie, spotkamy się później. Teraz ja i Carly idziemy się przejść.
Justin i inni pożegnali się ze sobą, a potem ze mną. Hurry, Nck, Usher i Drew poszli w stronę wyjścia, i wsiedli do wielkiego jeepa.
Justin popatrzył się na mnie i się uśmiechnął. Ja nie pewnie odpowiedziałam tym samym. Bieber objął mnie ręką i zaprowadził do pani która handluje różami. Wziął duży bukiet z czerwonych róż i zapłacił za nie.
- To dla ciebie Car,- powiedział.
Byłam zaskoczona, bo po raz pierwszy ktoś mi kupił kwiaty.
- Jejku... naptawdę nie musiałeś, ale bardzo ci za to dziękuję.
Mocno go przytuliłam a potem pocałowałam w policzek.
Widać było jak Justin się lekko zaczerwienił. Biebes się uśmiechnął i znowu objął mnie ręką.
Szliśmy dosyć długo przed siebie gdy nagle u sprzedawcy hot dogów w radiu usłyszeliśmy piosenke Justina "one love" i zaczęliśmy śpiewać i skakać w różne strony ( nie dosłownie) nie martwiąc się co inni o nas myślą. Po chwili Zobaczyłam fontanne. Pociągnęłam Justina w jej stronę. Chciałam zrobić coś szalonego żeby ten dzień zapamiętać. Rozmyślając tak, wpadłam na pewien pomysł. Dałam Justinowi kwiaty, zdjełam buty i weszłam do fontanny. Zaczęłam się bawić wodą i chlapać nią Justina. Nagle Bieber odłozyl kwiaty, zdjął także buty i wszedł do fontanny oddajac mi tym samym. justin zaczął mnie łaskotać. Bardzo się wyrywałam, i w taki sposób oboje wpadliśmy do wody. Śmiejąc się leżałam cała mokra na justinie. Na szczęście woda nie była głęboka.
Po wyjściu z wody. Wycisneliśmy z siebie wode i powędrowaliśmy w stronę auta Justina które stało przed parkiem. Nie stety to był czas wracania do domu.
Justin odwiózł mnie do domu. Chciałam już wyjsć z samochodu, gdy Justin mnie zaskoczył. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi.
- Dzięki- powiedziałam.
Justin się uśmiechnął. Gdy wyszłam z auta, zapytał:
- nie chciałabyś po jutrze się jeszcze spotkać, bo jutro mam występ dla chorych dzieci.
- jasne!
- super podjadę po ciebie o 140.- pocałował mnie w policzek i odjechał
 

 
  • awatar Hakuna Matata. ♥: Bardzo fajnego masz bloga Ci powiem . ; ) Zajrzyj też do mnie i jeżeli Ci się podoba to dodaj do obserwowanych . : * Powodzenia dalej z prowadzeniem bloga . ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- mamo, rzuciłam chlopaka.
- to go podnies
<3 . hahahahahahahah,!
 

 
'' rodzice są jak nietoperze, niedowidzą, niedosłyszą a wszystkiego się czepiają''- taka prawda, a na dodatek chcą wszystko robić za swoje dzieci i psóją im humor :
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
CIACHO! <3 miałabym taki dobry dzien gdyby rodzice mi go nie zepsuli
 

 
Jezeli sie podobalo to lajkujcie bo nie wiem czy pisac dalej :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-) :-)
 

 
Obudziłam się o 8, jak na mnie to za szybko, bo przewaznie budze sie o 10. Bardzo nie chiałam wstawac, ponieważ wczoraj była impreza u Brian'a i bardzo mnie boli glowa po tym całym alkoholu. No nic napewno jak pójdę pobiegać to otrzeźwieje. Szybko poszlam sie wykąpać i umyć zęby. Potem wysuszylam wlosy i związałam je w nie zadbany kucyk. Ubrałam się wspodnie sportowe, bluzke na ramiączkach oraz dwie różne skarpetki, ponieważ dwóch takich samych nie mogłam znaleźć. Chciałam już schodzić na dół, gdy poczułam nagle intensywny zapach naleśników z serem. Taaak... moja mama chce żebym znowu była gruba a przecież nie cały miesiąc temu skończyłam z dietą. Zbiegłam na dół tanecznym krokiem i poszłam ubrać swoje czarne conversy. Gdy już je ubrałam pobiegłam do kuchni. Tak, zapach był świetny.
- hej mamo!- pocałowałam ją w policzek a ona to odwzajemniła.- idę pobiegac dlatego wezmę tylko jednego naleśnika. A kiedy wróce zjem więcej.
- witaj Carly, tak mozesz potem zjeść śniadanie. Dziękuję że zapytałaś.- odpowiedziala spokojnie mama.
Popatrzyłam na nią z uśmiechem.
-kocham cię! Krzyknęlam powoli wybiegając z domu.
- ja ciebie też!- odkrzyknęła mama.- i uważaj na siebie!
Biegłam 15 kilometrów przed siebie. Powoli nogi już się robiły zmęczone, ale biegłam dalej. Gdy siły już mnie opuszczały, zatrzymałam się przy latarni gleboko oddychając. Nagle podjechało czarne porsche i zaparkowało przed baaaaardzo drogą restauracją. Nagle nie wiadomo skąd wybiegły dziewczyny z kartkami i długopisami. Z auta wyszedł Justin Bieber! Dziewczyny zaczeły prosić go o autografy. Ja zamiast zrobić to samo, to patrzylam się jak idiotka na samochód który był przepiękny. Przez ten cały czas nie obchodziło mnie co robi Justin, owszem jestem jego fanką ale tak się stało ze wole dac człowiekowi żyć czym błagać go co chwile o autograf. Nagle stanęła przed emną jakaś postać która zasłoniła mi auto.
- widzę że spodobało ci się moje porsche.
Oszołomiona popatrzułam kto to do mnie powiedział. Oczywiście to było wiadome ale chciałam się upewnić. Przede mną stał Justin Bieber, który się do mnie uśmiechał. Wtedy bardzo dziękowałam światu że jestem odważna.
- tak uwiwlbiam porsche, chociarz nigdy nim nie jechałam, ale z wyglądu jest rewelacyjne.
Nie wiem czy zle coś powiedziałam ale Justin zaczął się śmiać i to chyba ze mnie. Zarumieniłam się.
- może chciałabyś się ze mną przejechać tym rewelacyjnym samochodem?
Niewiedzialam co powiedziec, bo sie zdziwilam ze podszedl do mnie, że zaproponowal to mnie. Przecierz jestem przeciętna tak jak tamte dziewczyny.
- napewno przyjechałeś tu z jakąś sprawą.- odpowiedziałam.
- tak, z sniadaniem.- zasmial sie lekko.- i wiesz mysle ze tobie tez by sie przydalo.
Z jednej strony chcialam z nim pojechac a z drugiej syrony zdenwrwowal mnie fakt że komentuje moje starania. Cale 3 miesiące starałam sie tak wyglądac.
- no dobra pojade z tobą, ale już nie komentój mojego wyglądu, bo żeby tak wyglądac starałam się całe trzy miesiące.
- ok, to wsiadaj.
Zaprowadził mnie do swojego auta i otworzył drzwi.
Na początku się zamachałam ale gdy tak popatrzyłam na jego fanki to poczułam satysfakcje i wsiadlam z usmiechem do samochodu.
Po jakichs 3 minutach jazdy i ciszy Justin sie odezwal.
- wiesz, lepiej opowiedz mi o sobie bo przeraza mnie fakt ze jade z nie znajomą mi dziewczyną.- powiedzial z usmiechem.
Zarumienilam się.
-po pierwsze nie pytaleś sie jak mam na imię, a po drugie zrobie to. Mam na imie Carly, mam 17 lat. I wbrew pozorom ważę 49 kilogramow. Lubię w wolny czas śpiewać oraz tańczyć. Nie mam ojca bo mama go przylapala jak spal u nas w domu z inną. I wtedy odszedl. No ale cóż nie wybieramy sobie rodzicow.
- wspolczuje...to wszystko?! To powiedz mi gdzie mieszkasz.
- nie powiem ci bo jeszcze pomysle ze jeates pedofilem.
Justin sie lekko zasmial.
- nno dobra to teraz ja... mam na imie Justin mieszkam w NY całe swoje życie. Lubie tak ze tanczyc, apiewac i grac na insyrumentach. Moi rodzice rozwiedli sie kiedy mialem 10 miesiecy.
-heh...wspolczuje ci i wiesz nie musiales tego robic bo wiem to.
Minela minuta ciszy gdy się ktoś z nas odezwał.
- a tak w ogole gdzie jedziemy?- spytalam Justina.
- na sniadanie do McDonalda.- chcialam juz zaprotestowac lecz on byl pierwszy.- nie martw sie ja stawiam.
Oczywiscie skorzystalam z tej sytuacji.

Gdy juz bylismy w McDonaldzie Justin zamowil hamburgera, pepssi, frytki i lody z polewą truskawkową. Ja zamówilam tortille, frutki, sok pomaranczowy i shake'a. Przez dlugi czas jedlismy i zartowalismy z wszystkiego. Justin umiał doprowadzic dziewczyne do smiechu. Potem ja i Justin dostalismy nie wyleczalnej glópawki. Smialiśmy się z słów masło i jogurt. Nagle poczulam wibracje w kieszeni. Odebralam telefon z smiechem.
- halo?- prubowalam strzymac smiech bo Justin mnie co chwile rozsmieszal.
- kochanie gdzie jeates?! Jest juz 12 a wyszlas z domu o 9. Marywie sie o ciebie.
- nie martw sie mamo.- po tym slowie Justin nie mogl utrzymac smiechu i zacząl na głos się śmiać.
- kto to tak się śmieje?
- nikt taki zaraz będę. Pa!- odłaczyłam się.
Przez chwile prubowalam sie uspokoić i wyszło mi to z trudem.
- ok, Justin musze juz wracać.
Wstałam i poszłam odniesc tacę na której zostały frytki. justin zabrał przed wyrzuceniem frytki i z uśmiechem powiedział:
- odwiozę cię.

Jechalismy jakies 10 minut. Smiejąc się z zartów Justina. Lecz gdy podjechalismy do mojego domu juz nie smialismu sie. Ja bylam smutna ze ta wycieczka dobiegla konca. justin zaczal sie po cichu smiac.
- o co ci chodzi?!- zapytalam.
- po prostu powiedzialas ze nie pokarzesz mi gdzie mieszkasz.
- tak, widocznie to bylo nie uniknione.:-)
- zapisalem ci swoj numer. Zadzwon do mnie.
Chcialam zapytac kiedy zdązyl to zrobic ale zamiast tego to sie tylko usmiechnelam i wyszlam. Samochodu.
- no to w takim razie do uslyszenia.- powiedzialam.
- pa.- odpowiedzial Justin.
Gdy wbieglam tanecznym krokiem do domu, mama chciala na mnie juz wrzeszczec ale gdy zobaczyla jaka jestem szczesliwa to odpuscila sobie.

Dzien był swietny mam nadzieje ze sie powtórzy



Prosze o komentowanie.
Podobało sie? Mam nadzieje :-)
  • awatar Hakuna Matata. ♥: Bardzo fajnego masz bloga Ci powiem . ; ) Zajrzyj też do mnie i jeżeli Ci się podoba to dodaj do obserwowanych . : * Powodzenia dalej z prowadzeniem bloga . ♥
  • awatar Gość: ZAJEBISTE!!!!!! 2 ROZDZIAŁ PROSZe!!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›